ABSTRAKCYJNA ROZKOSZ

Pozostawili tylko seks — abstrakcyjną rozkosz fizyczną. Tylko tyle w swej zawziętości mogli ogarnąć w całej jej nagiej, pozbawionej czaru brzydocie, aby z tym większym zdecydowaniem wyrzec się jej i oczyścić z niej. Naturalnie nie nazywali tego seksem, lecz rozpustą. Nie byli jej zwolennikami, lecz zdecydowanymi przeciwnikami. Było to jed­nak to samo. Dokonała się decydująca operacja   od­ czarowanie, uprzedmiotowienie i brutalne wyizolowa­nie sfery seksualnej. Dzisiejsi prorocy seksu nie muszą tu niczego zmieniać i w zasadzie niczego dodawać. Na­wiązują do purytanizmu swoich przodków i stawiają go na głowie. Posługują się tym samym pojęciem i tym samym wyobrażeniem niejako abstrakcyjnego, wyizolo­wanego seksu. Tyle tylko, że nie są już przeciw niemu lecz za”.Nowi purytanie ze znakiem ujemnym są równie zafas- cyno <vani „czystością . Szukają jej jednak w higienie i na­gości, w sporcie i wolności uczuć. Anglik John Clarkson przepowiada nową niewinność i wolność w następują­cych słowach: „Seksualność stanie się czysta i będzie ce­lem samym w sobie”. Między „czystym seksem” i „czystym ekranem” istnie­je zatem wewnętrzny związek. Kulturowo-polityczny pęd do oczyszczenia naszych fal antyseksualizmu gloryfikuje seks właśnie przez wyłączność, z jaką się przeciwko nie­mu zwraca, i np. wydaje się wręcz prawie ślepy na oznaki ogłupienia, podżegania i zdziczenia. Psychoanalityk prof. Brocher twierdzi nawet: „Fale antyseksu i seksu są identy­czne pod każdym względem. Mają tylko przeciwne znaki”.

MIŁOŚĆ — WYRAZ OBCY?

Jest raczej symbolem towaru, który doskonale nadawałby się na pastę do butów lub płyn do zmywania — krótki, przebojowy, sugestywny i sprzedajny. W każdym razie jest jakimś rozpowszech­nionym dobrem konsumpcyjnym, musującym jak szam­pan, ale o wiele popularniejszym i przeważnie osiągalnym za niższą cenę.Kiedy się to stwierdzi — a któż tego nie uczyni — można, zwłaszcza bądąc przyzwoitym chrześcijaninem, zapragnąć odwrócić się z odrazą i uznać zakorzenione podejrzenia wobec wszystkiego, co seksualne, za uspra­wiedliwione. Zwracamy się ku wyższym wartościom, uważamy, że zbyt wiele mówi się dziś o seksualności i za­pominamy, że właśnie ta odraza i podejrzenie przyczynia­ją się do absolutyzowania seksu. Przy badaniu przyczyn obecnej jego fali łatwo dostrzec, że wcale nie dotarła ona do nas z krajów szczególnie pełnych radości życia i miło­ści — np. Francji czy Japonii, lecz z purytańskiej Amery­ki, skąd przetoczyła się najpierw przez równie purytań- ską Anglię, następnie przeniosła się na kontynent.Sebastian Haffner stwierdził słusznie, że rewolucja seksualna nie jest niczym innym, jak odwróconym puryta- nizmem. „To purytanie w XVI i XVII w. pierwsi wpadli na to, aby jednym potężnym przedsięwzięciem — podob­nym do karczowania lasu — zredukować wszelką miłość i grę miłosną do tego, co dziś zwane jest seksem. Wszy­stko, co poeci opiewali jako miłość i namiętność, oni pier­wsi zniweczyli jako błahość i głupotę.

WSPÓLNE Z MIŁOŚCIĄ

Istnieje przecież możliwość rozmowy z piętnastolatka­mi o problemach ich przyszłego małżeństwa i rodziciel­stwa. Dzieci w tym wieku są bardzo krytyczne wobec własnych rodziców i innych dorosłych, odsuwają się od rodziny. Zwiększa to szanse nauczyciela lub opiekuna po­zaszkolnej grupy młodzieżowej wzbogacenia rozwoju ich własnego wzorca małżeństwa i rodziny. Problemy wczesnych związków seksualnych, wczesnego małżeń­stwa, działalności zarobkowej obojga małżonków, wy­chowania własnych dzieci mogą i muszą być w tym wieku omawiane i —- dopóki nie jest na to za późno — przy­najmniej w ogólnych zarysach rozwiązywane. Trzeba też dostrzec, że wiele przedwczesnych związków seksual­nych wynika z poczucia braku bezpieczeństwa i z samot­ności. Seksualizacja jest zagrożeniem dla istnienia naszej kul­tury. Wyraźnie panuje też powszechnie tajemnicze prze­świadczenie, że seksualizacja wiąże się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem dla nas wszystkich, pomijając tu na­wet AIDS. Czy to wyzwolona seksualność tworzy „rozkosz upadku , czy też owo przeświadczenie wyrasta z poczu­cia paniki przed zamykającą się bramą, przed przeczu­wanym końcem? Niepohamowana seksualność nie tylko wywołuje przesyt, wręcz odrazę, ale widocznie dzięki zwiększonej podniecie ryzyka, wprost śmiertelnego niebezpieczeństwa, jest także niesamowicie atrakcyjna.Gdy słowa „seks” i „miłość” zaczynają występować za­miennie, najwyższy czas, by się przed tym bronić. Seks ma tyle wspólnego z miłością, co spirytus ze szlachetnym winem. Seks nie jest też tym samym, co seksualność, co najwyżej skrótem jej właściwego pojęcia pozbawionym przy tym istotnego waloru.

PEWNE ŚRODKI

Zniekształcona jednak w bezwstydzie pu­blicznych plotek zostaje wydana na pastwę gapiom i ludz­kiej chciwości. Z drugiej strony, ta najpotężniejsza twór­cza siła ludzka ulega „roztrwonieniu na małe rybki”, jak mawiają Chińczycy, zmarnowana i rozmieniona na drob­ne. Seksualizacja polega więc w równym stopniu na prze­cenianiu i na niedocenianiu seksu. Czy warto wspomnieć, że ten, kto zrywa, nadgryza i odrzuca zielone jabłko, sam siebie pozbawia pełnego, słodkiego, dojrzałego owocu osobistych przeżyć? Przyśpieszone przez AIDS dążenie do asekuracji w żadnym razie nie hamuje tego procesu. Przerażeni rodzice próbują możliwie wcześnie przekonać młodzież do stosowania prezerwatyw. Na pewno per se jest to ważny środek ochronny, ale seks z pewnością nie staje się dzięki niemu bardziej ludzki. Pewne środki wyhamowujące mają z pewnością sens, jak np. ochrona przed nadmiarem podniet, atakujących młodzież z kart ilustrowanych magazynów, z nieodpowied­nich programów TV, filmów, ogłoszeń itp. Nie może to je­dnak oznaczać, że zostanie przemilczane coś, czego dziecko potrzebuje dla swego rozwoju, albo że zostanie ono uwięzione w kręgu własnych problemów i fantazji. Nie ma młodego człowieka, który zostałby całkowicie ochroniony przed wpływem nasyconego seksualnością otoczenia. Najważniejszym zadaniem nie może więc być ochrona; ważniejsze jest przygotowanie — przy­gotowanie do przyjaźni, miłości, małżeństwa i rodzi­cielstwa.

KLĘSKA SEKSUALNA

Współzawodnictwo — bo czymże innym jest, jeśli w schronisku w nocy kilka par na swych piętrowych łóż­
kach rywalizuje ze sobą w potencji i za każdym razem informuje pozostałych o osiągnięciu kulminacji? Podobnie, za wyczynowy dowód siły — najgorszego przecież kali­bru — uchodzi, gdy członkowie band nastolatków po ko­lei odbywają stosunki z jedną dziewczyną. W tym kontek­ście prawie miłą zabawą wydaje się, gdy podczas wę­drownych obozów chłopcy „losują” sobie dziewczęta. Znane są wypadki zajścia w ciążę w tych okolicznościach. Klęska seksualna, polegająca na strachu przed skut­kami i na samych owych następstwach, jest też daleko większa, niż można by się było spodziewać przy osiągnię­tym dziś stopniu wyrafinowania i rozpowszechnieniu te­chnik zapobiegania. Liczba sztucznych poronień dorów­nuje zapewne liczbie urodzeń, nawet jeśli znany jest tylko jej ułamek w skali roku. 40% małżeństw zawieranych w RFN, przynajmniej jeśli chodzi o termin, stymulowa­nych jest oczekiwaniem przyjścia na świat dziecka. Skut­ki takich krótkich kontaktów nie będą tutaj przedmiotem analizy. Podajmy tylko wynik jednego badania, w którym zaledwie 19% zapytanych kobiet odpowiedziało twierdzą­co na pytanie, czy uważają własne małżeństwo za szczę­śliwe. W tym miejscu seksualizacja naszego życia objawia już swoją głęboką sprzeczność, wręcz paradoks. Z jednej strony seksualizm przedstawiany jest jako najważniejsza sensacja, tajemnica dana kochankom, należącym do sie­bie całą istotą.

SEKSUALNOŚĆ A MŁODY CZŁOWIEK

Dysponujemy wynikami badań zajmujących się pośrednio lub bezpośrednio wiedzą seksualną, życiem seksualnym, etyką seksualną i zachowaniem seksualnym młodego człowieka. Im wcześniej opanuje go popęd seksualny, w tym mniejszym stopniu dysponuje on odpowiednimi biologicznie możliwościami rozładowania. Decydującą rolę odgrywają zatem okoliczności pozabiologiczne: uwiedzenie, pragnienie przeżycia przygody, sensacja lub chęć zaimponowania. Dlatego też staje się on szczególnie podatny na stymulację seksualną i zaspokojenie zastęp­cze oferowane dziś szeroko przez otoczenie.Chłodna funkcjonalizacja, oderotyzowanie i pozbawie­nie seksu wszelkich uczuć, co zresztą znajduje dopełnie­nie we wzrastającej technicyzacji aktu seksualnego, wpły­wają na nowe rozumienie seksualności we współczesnym świecie: po pierwsze, staje się ona artykułem konsum­pcyjnym, po drugie, przekształca się w sport. W pierwszym wypadku kontakt seksualny staje się przeżyciem podniety i odprężenia, można go tłumaczyć w kategoriach konsumpcji. Młody człowiek znajduje przecież odpowiednią zachętę w niektórych anonsach prasowych, w tygodnikach ilustrowanych i powieściach zeszytowych, a więc w formie drukowanej, kojarzonej po­tocznie z czymś zobowiązującym, prawomocnym. „Rozkosz bez żalu” charakteryzuje niewątpliwie także powszechny cel marzeń i w dużym zakresie także prakty­kę stosunków seksualnych w nowoczesnej cywilizacji za­chodniej, ucieczka od ryzyka i poszukiwanie czystej przy­jemności warunkują się wzajemnie.

SEKSUALIZACJA NASZEGO ŻYCIA

„Podobnie jak uprzedmiotowienie i deperso­nalizacja form pracy i produkcji w ogóle wypierają coraz bardziej prywatny sens życia ze świata zawodowego i wtłaczają w czas wolny i konsumpcję, tak poszukiwanie rozkoszy seksualnej — dzięki niezbywalnej pozostałości osobistej inicjatywy, intymności, sensacji i pobudzeniu nerwów, a wreszcie przede wszystkim tajemnicy i irracjo- nalności — staje się najdostępniejszą kompensacją zdys­cyplinowanej zależności i poddania cudzemu kierownic­twu, rzeczowej monotonii i racjonalności świata pracy, wręcz całego zorganizowanego bytu [...], nawet tak spły­cony związek seksualny i sensacja oferują jednak coś w rodzaju ostatniej osobistej przygody Schelsky wy­ciąga wniosek, że „duża część poczynań seksualnych w chwili obecnej, zamiast wywodzić się z prawdziwego popędu płciowego, jest raczej ujściem dla napięć psychi­cznych i dlatego musi być raczej uznawana za środek us­pokajający niż za prawdziwą przyjemność zmysłową czy szczęście”. Seksualizacja naszego życia jest powszechna i nieza­przeczalna, niezależnie od tego, czy odpowiedzialnością za nią obarcza się mass media, ludzi, którzy z nich korzy­stają, czy też przyczyny historyczne. Jeśli dotąd chodziło nam o seksualizację sfery publicznej, o stwierdzenie i analizę jej zjawisk, teraz w centrum zainteresowań powi­nien znaleźć się młody człowiek, jego zachowanie, jego pytania i kłopoty oraz refleksja, jak można mu pomóc.

SEKS BEZ MIŁOŚCI?

Na pewno środki masowej komunikacji nie są winne wszelkiemu złu na świecie. Taką mamy jednakże prasę, literaturę, reklamę, film, na jakie zasługujemy. Widocznie wzorzec seksualny jest skuteczny, widocznie istnieje ogromne, szeroko rozpowszechnione zapotrzebowanie na podniety i rozładowanie seksualne nawet w wizualnej na­miastce. Im więcej człowiek ma wolnego czasu i w im mniejszym stopniu praca zaspokaja jego potrzeby, im mniejszą motywację stanowią dla niego wielkie wspólne cele oraz zadania, im mniej zatem decydujące są wiara, nadzieja i miłość, tym bardziej seksualizm urasta do rangi potęgi zbawczej, wyzwalającej, pocieszającej, odnawiają­cej i tworzącej podstawę związków. Przelotne oszołomie­nie zmienia się w siódme niebo, sakrament czystego od­kupienia na tym świecie. W Socjologii seksualizmu Helmut Schelsky wymienia przesłanki nadzwyczajnego znaczenia i rozpowszechnie­nia seksualizmu w życiu współczesnego człowieka. Owe przesłanki to: „[...] ogromne rozpowszechnienie środków i praktyk zapobiegających poczęciu, postęp medyczny w zakresie zwalczania chorób wenerycznych, wynikające z nich żądanie równouprawnienia kobiety na płaszczyźnie erotycznej, techniczno-racjonalny świat pracy, który po­zostawia tyle nie zaspokojonych potrzeb emocjonalnych”.Ktoś kiedyś powiedział, że „robotnik, który przez cały dzień trzymał w ręce tylko zimne, twarde żelazo, tęskni wieczorem za tym, by poczuć ciepło i miękkość ciała”. Schelsky widzi tę kompensację w nieco szerszym kontekście.

W DZIEDZINIE REKLAMY

W dziedzinie reklamy, mimo pewnych nielicznych prób przeciwdziałania, kobieta bywa w dalszym ciągu publicznie rozbierana i prostytuowana w zestawieniu ze wszystkimi możliwymi przedmiotami i sferami aktywności. Przy czym reklama seksualna adresowana jest nie tylko do mężczyzn, ale ma tę nieocenioną w oczach specjali­stów w tym fachu zaletę, że pozwala upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Zostało dowiedzione, że postacie ko­biece w reklamie w dużym stopniu przemawiają do ko­biet i że dziewczęta z okładek magazynów dostrzegane są znacznie bardziej przez kobiety niż przez mężczyzn. Młodzież tak wcześnie pobudzona jest do pościgu za suk­cesem seksualnym, iż nierzadko spotykamy się ze zdumie­wającym faktem występowania u szesnasto- czy siedemna­stoletniej dziewczyny obawy, że „już nikt jej nie zechce”. W okresie, w którym młody człowiek powinien znaleźć swoje miejsce w życiu, czyni się wszystko, aby się zagu­bił. Wzorce, które mogłyby mu dopomóc, pozostają w cieniu.Elegant lub playboy oraz dama z półświatka czy gwiazda stają się idolami. Młodzi chcieliby umieć podob­nie jak oni całować, kołysać biodrami, i to właśnie ćwi­czą. Obraz ruchomy skłania o wiele silniej do naśladowni­ctwa niż martwy portret czy słowo. Na pytanie, dlaczego chodzi do kina, czternastolatka odpowiada: „tam można się nauczyć, jak się kocha, całuje i pieści”.

WYBUCH BOMBY SEKSUALNEJ

W jednym z rozstrzygających, a zarazem najsmutniej­szych momentów naszego stulecia, przy zrzucaniu bomby atomowej na Hiroszimę, znamiennym symbolem cywiliza­cji Zachodu był sex-appeal Rity Hayworth. Jej podobizna zdobiła korpus bomby, której nadano imię Gilda. Maka­bryczna symbolika. Jeśli ktoś chce, może ją uznać za przypadek. Wszyscy przeżywamy w jednostajnie nieprzerwanej reakcji łańcuchowej eksplozję bomby seksualnej. Jej odłamki migają nam nieustannie przed oczami i świszczą mimo uszu. Przywykliśmy do masakrowania tego, co lu­dzkie. Najwyraźniej nie wzrusza nas, kiedy na skalę świa­tową trwa handel zdatnymi do użytku jej szczątkami. Ry­nek ten nie ogranicza się zresztą do samej tylko rozrywki, ale opanowuje także prasę masową, reklamę, film, nawet styl życia wielu ludzi.- Prasa zasadniczo wykorzystuje seks w dwóch posta­ciach: jako pokusę dla oka, która sprowadza się do obra­zu, i jako sensację, wymagającą także tekstu. Na stronach tytułowych akty lub portrety pięknych dziewcząt. Wnę­trza gazety ukazują coraz częściej coraz śmielsze detale w bezpośrednim zbliżeniu. Zdjęcia takie osadzone są zwykle w tekstach opisujących życie miłosne gwiazd — nieraz jako czytelne aluzje, nieraz wyczerpująco, bez nie­domówień. O ile w poprzednich latach rewelacje te zwy­kły  ograniczać się do wąskiego kręgu prominentów, dzięki czemu przeciętnemu czytelnikowi wydawały się odległe, to w ostatnim czasie prasa tygodniowa i ilustro­wana odważyła się wkroczyć w intymną sferę ludzi takich jak ty i ja.